środa, 31 lipca 2013

Co mi jest?

Mam na imię Julia i jestem atopikiem. Taka się urodziłam i taka będę już zawsze. Co to właściwie znaczy? Nie do końca wiadomo. W dużym skrócie prawie wszystko co robię - co jem, co noszę, jakich kosmetyków używam, czym sprzątam mieszkanie, czy się denerwuję - odbija się na mojej skórze. Pierwsze zmiany pojawiły się kiedy byłam dzieckiem, wtedy wspaniała pani dermatolog wyprowadziła mnie z choroby bardzo restrykcyjną dietą. Wyobraźcie sobie moją mamę na początku lat 90tych, próbującą karmić mnie bez-glutenowo, bez-mlecznie i bez-jajecznie. Długie lata pozostawałam zdrowa, aż w okolicach 21 roku życia zmiany znowu się pojawiły. Na początku nieśmiało, później coraz intensywniej aż stanu, w którym zostałam odesłana do szpitala. Chorowałam miesiącami, nie będąc w stanie normalnie funkcjonować i dając sobie radę tylko dzięki nieocenionej pomocy rodziny, przyjaciół oraz przede wszystkim mojego wspaniałego narzeczonego (teraz już męża).

Wyleczyłam się dwa razy. Pierwszy raz zdrowa byłam kilka miesięcy, tym razem mam nadzieję utrzymać ten stan na stałe. Wciąż właściwie jestem w trakcie leczenia i prędko go nie skończę. W obu przypadkach niezwykle pomocna była terapia psychologiczna (przerwanie jej było błędem i prawdopodobnie powodem nawrotu choroby), ale również dieta. Za każdym razem zupełnie inna. Raz wyleczył mnie homeopata, drugi raz ta sama dermatolożka, która pomogła mi w dzieciństwie. Obie diety różnią się od siebie diametralnie i mają różne cele, ale jedna i druga wymagała wielu ogromnych wyrzeczeń i nie jedzenia bądź jedzenia bardzo określonych produktów. To sprawia, że musimy się nieźle nagimnastykować, żeby wymyślić coś ciekawego na obiad.

Obie diety opiszę osobno, ale jest jedna rzecz, której trzymamy się w każdym przypadku. Oboje nie jemy mięsa, chociaż jemy ryby. Być może trochę zmniejsza to możliwości, ale mimo to nie było ani chwili, w której planowałam zrezygnować z niejedzenia mięsa. W każdym razie wszystkie przepisy jakie się tu pojawią będą bezmięsne.

Drugą ważną informacją jest to, że żadna z tych diet nie jest odchudzająca! Nie jest to absolutnie moim celem. Fakt, Pan Mąż stracił trochę kilogramów trzymając się ze mną szczególnie pierwszej diety, ale nikogo nie powinno dziwić, że odstawienie cukru, mąki i mięsa pomaga schudnąć ;) ale chcę mocno położyć nacisk na to, że w moim słowniku słowo "dieta" nie ma wiele wspólnego z odchudzaniem.

Ponieważ moje leczenie to nie tylko to, co jem od czasu do czasu mogę się podzielić tym, czym się smaruję, jakie leki biorę, w czym się kąpię oraz co sądzę o aptecznych specyfikach do atopowej skóry ;)


obie tarty ze zdjęcia pochodzę niestety z okresu bez-dietowego, ale i takimi przepisami będę się chciała podzielić, bo nawet wtedy staramy się odżywiać jak najzdrowiej i jak najsmaczniej