Hummus zdecydowanie znajduje się w pierwszej dziesiątce moich ulubionych rzeczy, które można zjeść. Ba, myślę że załapałby się do pierwszej trójki! Ale mimo wielu mniej lub bardziej udanych prób długo nie potrafiłam odtworzyć tego doskonałego smaku znanego mi z cudzych tworów, knajp czy podróży. Dlatego wykorzystując ostatnio okazję, jaką były urodziny Najlepszego Męża, przeszukałam internet pod kątem przepisów i porad, z których skleciłam swój idealny przepis na idealny hummus. Nareszcie!
Tahini
W zasadzie nigdy nie robiłam hummusu na kupionym tahini, więc nie umiem powiedzieć, czy ma to duży wpływ na smak :) Ale zrobienie tej pasty jest tak proste, a sezam mam zawsze w domu, że tak było po prostu łatwiej. Tahini robię zazwyczaj dzień wcześniej, kiedy zalewam ciecierzycę.
Przepis na ok. szklankę tahini:
- 10 łyżek białego sezamu (czubatych)
- 2 łyżki oliwy
- 2 łyżki oleju sezamowego
(może być też sama oliwa, albo olej słonecznikowy)
Sezam prażymy na suchej patelni aż się zarumieni i zacznie pachnieć, cały czas mieszając (przypali się chociaż odrobinę i całość leci do śmieci). Po ostudzeniu wrzucamy do blendera, melaksera czy czegokolwiek używacie i ustawiamy na dość wysokie obroty (w moim blenderze kielichowym była to piątka, na niższych nie robiła się gładka masa). Podczas mieszania dodajemy oleje (mieszam je wcześniej w szklance dla ułatwienia). Jeżeli chcemy gładszej masy na koniec możemy dodać odrobinę wody.
Hummus
- szklanka suchej ciecierzycy (ok. 200 gram)
- szklanka tahini (tyle wychodzi z wyższego przepisy na tahini)
- sok z połówki cytryny
- 2-4 ząbki czosnku (zależy jak czosnkowe się lubi)
- kminek rzymski
- 3 listki laurowe
- sól
- soda oczyszczona (tak tak!)
- 1/3 szklanki zimnej wody
Ciecierzycę namaczamy na noc z łyżką sody oczyszczonej. Dzięki temu ugotuje się znacznie szybciej i będzie bardziej miękka.
Następnego dnia płuczemy, zalewamy sporą ilością wody i znowu dodajemy łyżeczkę sody. Kiedy woda się zagotuje dorzucamy listki laurowe i kminek rzymski (na oko). Gotujemy około 40 minut. Odcedzamy, wyjmujemy listki i wrzucamy do blendera (melaksera, cokolwiek). Dodajemy resztę składników (tahini, sok z cytryny, czosnek) i ewentualnie dodatkowe przyprawy (kminek rzymski i co tam jeszcze przyjdzie nam do głowy). Teraz można dodać też inne pyszności na zmianę smaku, na przykład kolendrę. Na sam koniec miksowania dolewamy zimną wodę.
Przed podaniem dla efektu polewam hummus oliwą, posypuję słodką papryką, pietruszką albo pestkami dyni/słonecznika - co kto lubi. Znika w szybkim tempie, ale w lodówce wytrzyma około 5 dni.
Hit urodzin Najlepszego Męża. Przynajmniej z nie-słodkich rzeczy, bo w tych słodkich mistrzowska była beza, produkcji NM. Ale o tym następnym razem. No, może mały sneak peek:



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz